” 8 POZIOMÓW SZCZĘŚCIA…” film i fragmenty tekstu « Psycholog Bydgoszcz

” 8 POZIOMÓW SZCZĘŚCIA…” film i fragmenty tekstu

Autor: Elzbieta Giryn dnia 17 czerwca 2013

WYCHOWANIE – ROZMOWA Z MŁODYM CZŁOWIEKIEM

Kilka lat temu, do mojego gabinetu trafił 17-letni Michał
z Torunia. Mimo tak młodego wieku zdążył już porzucić kilka szkół,
stworzyć własną grupę, w której dominował (był numerologiczną „jedynką”) i z którą okradał innych. Wreszcie otrzymał wyrok. Rodzice byli bezradni, nie mieli żadnego wpływu na swojego syna.

Gdy zjawił się u mnie po raz pierwszy stwierdził, że życie jest bez sensu. Wyjaśniłam mu, że według daty urodzenia ma zostać

w przyszłości kierownikiem, dyrektorem, ale tylko od niego zależy, czy będzie to duże przedsiębiorstwo, czy banda rzezimieszków. Z wykonanych wyliczeń numerologicznych dotyczących drogi życia, wynikała możliwość dojścia do bogactwa materialnego. Zobaczyłam błysk zainteresowania. Wyjaśniłam dalej, że dotąd realizował negatywną stronę swoich możliwości, dlatego też nie tylko nie czuł z tego satysfakcji, ale ściągał przez to niezadowolenie najbliższych i tych wszystkich, którym wszedł w drogę, ale również oddalał od siebie pełną realizację misji życiowej.

Szybko zorientowałam się, że najważniejsze w jego terapii będzie wybaczanie sobie i oddanie szacunku własnym rodzicom. W poszukiwaniu przyczyn agresji wprowadzałam go w kolejnych seansach w sytuacje z przeszłości. Już pierwszy ujawnił, że w wieku

pięciu lat był bity batem przez sąsiada, kiedy przebywał podczas wakacji na wsi u swojej babci. Rodzina potwierdziła ten fakt. Czuł

się bezbronny, więc dowartościowałam go podkreślając zalety w nim drzemiące.

Regres przednarodzeniowy, (terapia reinkarnacyjna) w którym wprowadza się osobę w kluczowe sceny z poprzednich wcieleń, w tym wypadku przyniósł rewelacyjne wyniki. Mówił smutnym i przerażonym głosem. Opisywał mi, że wisi jakby w powietrzu i widzi siebie z góry jako 16-letniego harcerza, który właśnie został zabity podczas II wojny światowej w zniszczonej Warszawie. Wizje

nim wstrząsnęły. W innym życiu-inkarnacji zobaczył siebie jako majtka okrętowego, którego w okrutny sposób wykorzystywał kapitan. Miał wówczas liczną rodzinę i bardzo ciężkie życie.

To był przełom w naszej pracy. Ujrzane w wizjach obrazy przekonały go, że warto żyć. Zrozumiał, że chce żyć i pojawiło się w nim postanowienie, by zostać kimś wartościowym i nie dać się wykorzystywać innym. Podczas szóstego spotkania wprowadziłam go w sytuację duszy-energii, która wkrótce ma złączyć się z zarodkiem swego przyszłego ciała, czyli przed wcieleniem. Zobaczył wówczas przy sobie przyjazną istotę, od której biło ciepło i światło. Na zadane pytania o cel swego przyjścia na świat, usłyszał odpowiedź, że ma uczyć się okazywania sobie i innym miłość.

Gdy po seansie zapytałam go, czy wie, co oznacza słowo miłość, przyznał że nikt dotąd z nim o tym nie rozmawiał. Opisałam jemu miłość jako energię

promienie łączące, stan uniesienia, w którym człowiek przyjmuje

ludzi takimi jakimi są, niczego od nich nie oczekując. Wyjaśniłam jemu, że w imię tego najpiękniejszego uczucia stajemy się tolerancyjni, wybaczający, dający bez oczekiwania rekompensaty, zawsze skorzy do pomocy. Na moje pytanie o wrażenia z przeżytych doświadczeń, nie umiał znaleźć słów, zobaczyłam niemy zachwyt –a łzy ciurkiem płynęły mu po policzkach.

Był wolny mądrą wolnością i dalsze wizyty nie były już konieczne. Przyznał, że kiedy jechał do mnie pierwszy raz nie wierzył, że mu pomogę. W końcu tylu już przede mną próbowało. Ale gdy po pierwszej sesji poczuł się raźniej, po trzeciej – rówieśnicy zaczęli go lepiej traktować, a po czwartej miał już pewność, że terapia jednak ma sens. Kiedy żegnaliśmy się obiecał, że nic złego już nie zrobi. Po kilku miesiącach rodzina poinformowała mnie, że podjął naukę w liceum i stał się wzorowym uczniem.

FRAGMENTY MEDYTACJI ZE ŚWIATŁEM ŻYWIOŁÓW OMAWIANEJ NA SPOTKANIU AUTORSKIM

ŻYWIOŁ WODY


ŻYWIOŁ OGNIA

               

FRAGMENTY KSIĄŻKI  „8 POZIOMÓW SZCZĘŚCIA I BOSKIE JA”

 CO HAMUJE ROZWÓJ I DROGĘ DO SUKCESU OSOBISTEGO ZAWODOWEGO , FINANSOWEGO ?

PSYCHOSOMATYKA.

 

                                      W mojej pracy nieustannie spotykam się z chorobami związków. Prawie każdy z nich wymaga seansu wybaczającego. Nawet jeśli przychodzący do mnie czuje się bardzo poszkodowany – skrzywdzony, proponuję mu, aby robić wybaczenie w dwie strony, gdyż krzywda jest skutkiem, czegoś zapomnianego. Jest to proces wyrównania, ale tylko wówczas, gdy nie obwinia się drugiej strony.

Kobieta – pielęgniarka, nadwrażliwa, z licznymi przypadłościami, m.in. bólami w kręgosłupie, prosiła mnie o pomoc w wyjściu z nerwicy. Z wywiadu wynikało, że lubi swoją pracę, ale jej stosunki z przełożonym – lekarzem – są fatalne. Podczas pierwszego spotkania nawiązała  pod moim kierunkiem – mentalny kontakt z przełożonym. Kiedy przypomniała sobie przykre sytuacje z nim związane, czuła bóle w całym ciele. Odezwały się formy energetyczne  myśli i emocji, które nosiła w sobie w związku z tym człowiekiem. Były ciemne i dokuczliwe, przez co przyczyniały się do rozwoju chorób. Po wybaczeniu chorobotwórcza energia rozjaśniła się i rozpłynęła. Pacjentka odczuła odprężenie i odzyskała wewnętrzny spokój.

Spotkałyśmy się ponownie po kilku dniach. Była rozpromieniona, samopoczucie uległo wyraźnej poprawie. Pochwaliła się, że seans zdziałał cuda, bo jej przełożony został przeniesiony do innej placówki. Wiara w moc wybaczania była jej bardzo potrzebna, ponieważ na następnym spotkaniu zajęłyśmy się sprawą o wiele bardziej przykrą, bo dotyczącą jej związków z ojcem. Od 10 lat nie utrzymywali ze sobą żadnego kontaktu. Był starszym człowiekiem mieszkającym na wsi, daleko od Bydgoszczy. Ogromna niechęć połączona z poczuciem krzywdy, które narastało w niej przez całą młodość spowodowało, że wręcz unikała spotkań z rodzicami Także i w tym przypadku,

w czasie przywoływania wspomnień, odezwały się bóle i silne uciski w różnych miejscach ciała. Ale ostateczny wynik był więcej niż zadowalający. Na kolejnym spotkaniu powiedziała, że jej ojciec zadzwonił do niej w kilka dni po naszym seansie i zapraszał do przyjazdu w rodzinne strony. Choć w domu nie ma telefonu, zadzwonił korzystając z aparatu telefonu komórkowego osoby, która pojawiła się we wsi . Czyżby drugi przypadek? Na pewno nie!

Jestem świadkiem licznych, tak cudownych zdarzeń. Poprawia się ludziom życie ponieważ oczyszczają związki, a trudne sytuacje różnego typu rozwiązują się „niemal same”. Zdrowie powraca do normy. Ta kobieta dzięki temu, że nie obawiała się przeżywania na nowo zadawnionych emocji, odzyskała zdrowie, rodzinę i spokój w miejscu pracy.

BIEDA

„…..Pamiętam kobietę, z którą pracowałam w związku z jej dolegliwościami. Mówiła o swoich kłopotach finansowych.

Poruszyła mnie wiadomość, że czasami wychodziła do sklepu z kwotą  1,5- zł w portmonetce. W jednym z seansów zasugerowałam jej,

by przywołała przed siebie istotę, która grodzi dostęp do przypływów pieniężnych. Pojawiła się okropnie wyglądająca postać. Pokierowałam rozmową między nimi. Były negocjacje i bieda została zwolniona

z posady, gdyż jej stanowisko zostało zlikwidowane. Wykonana praca na poziomie emocjonalno- mentalnym zaowocowała dość szybko. Mąż – grafik komputerowy zaczął dostawać liczne zlecenia i sytuacja finansowa bardzo się poprawiła.”

WYBACZENIE  oznacza odpuszczenie, uznanie faktu, który był i podsunął próbę – jak zareaguję? Tylko reakcja pokazuje nam stopień obudzenia.

…”Kilka lat temu pobolewała mnie prawa stopa. Ból był tępy, nie sprawiał jednak kłopotu na tyle, by się tym zająć. Pewnego dnia przygotowywałam się do wykładu nt. „uzdrawianie duchowe”. Przypomniałam sobie różne metody pracy z bólem. Naszła mnie myśl, aby się zająć stopą. Chciałam odwlec te działania, ale coś delikatnie mną wstrząsnęło. Czemu nie teraz, coś mi podpowiadało.

Skupiłam uwagę na stopie i czekałam.

Pojawiła się nić, która prowadziła na środek pokoju. Po chwili moja wyobraźnia podsunęła obraz obleśnego mężczyzny. Przeszył mnie dreszcz. Jesteś moim ojcem – powiedziałam bezwiednie

(po chwili dodałam) – i symbolem urazów do mężczyzn. W prawej stopie zaczęłam odczuwać ostry ból przypominający wbicie dzidy. Przywitałam gościa przyjaźnie i przemówiłam do niego. „Dziękuję ci za przybycie. Jesteś moim ojcem, kimś z kim spotkaliśmy się

w jednym z poprzednich wcieleń. Nie wiem, co ci zrobiłam, jak traktowałam; za wszystko przepraszam, wybacz mi. Bez względu na to, co ja od ciebie ucierpiałam, nie ma już to żadnego znaczenia. Żyję w XX wieku”. Następnie, skupiłam uwagę na sercu, otworzyłam drzwi do komnaty miłości i zaczęłam wysyłać jemu światło mówiąc: wysyłam ci miłość. Nawet nie zauważyłam, kiedy ból minął. W chwili, w której byłam pewna, że obiekt przede mną tonie w świetle, pożegnałam go.

Od tamtej chwili ból ten nigdy nie pojawił się. Czy w tym przypadku pomogłyby mi tabletki, zioła, maści?

Rolą świadomości jest rozpoznać, jakie zadania ma każda z części nas  i czego potrzebuje.”

  /przykład odrzucenia siebie/ 

„….Dzięki pracy z metaforą bardzo szybkie efekty uzyskałam także w przypadku 17-letniej Basi
z Torunia, która stosunkowo niedawno pojawiła się w moim gabinecie. Przywieziono ją na wózku inwalidzkim ponieważ nigdy nie chodziła. Kilka miesięcy wcześniej przeszła poważną operację stawów biodrowych, ale mimo intensywnej rehabilitacji nie zaczęła chodzić.

Jest nadwrażliwa psychicznie, w oczach bardzo łatwo pojawiały się łzy, zwłaszcza, że panicznie bała się bólu. Testy rysunkowe, które wykonała bardzo dobitnie określiły jej stan emocjonalny.

W pracy z nią wykorzystałam metaforę związaną ze zwierzętami. Prosiłam, aby określiła, jakim czuje się zwierzątkiem.

Narysowała bezbronną gąsienicę,  coś podobnego do meduzy,   a wielki ból    towarzyszący ćwiczeniom fizycznym i przy próbach stawiania nóg na ziemi sprawił, że wymieniła również jeża.

W zakamarkach swej psychiki szukała ZWIERZĘCIA MOCY. Wyjaśniłam jej wcześniej, że każdy z nas ma takie zwierzę mocy, tyle że je ukrywamy, jakbyśmy nie chcieli wykorzystywać jego siły. W końcu wyobraźnia podsunęła jej lwa. Całą sobą miała wyrażać lwa. Tworzyła w umyśle różne sytuacje życiowe, w których jako lew świetnie daje sobie radę z chodzeniem, bieganiem, wdrapywaniem się na góry. Tak bardzo utożsamiła się z lwem, że pierwszy raz w życiu, bez pomocy drugiej osoby zmieniła pozycję, przenosząc się z jednego krzesła na drugie. Po dwugodzinnej wizycie opuszczała mój gabinet silniejsza, pełna optymizmu i wiary w przyszłość.

W 3 tygodnie później zrezygnowała z wózka inwalidzkiego. Po 4 tygodniach odwiedziła mnie ponownie, jedną rękę opierając się na kuli, drugą na matce. Postępy w chodzeniu były bardzo widoczne.

W pracy z nią dwukrotnie wykorzystałam także metaforę małego dziecka, które umieszczałam w jej nogach. Rozmawiała z tymi dziećmi, pytała, czego chcą ją nauczyć. Odpowiedzi były za każdym razem podobne: wytrwałości, cierpliwości, pokochania siebie. Okazywanie miłości dziewczynkom-nogom sprawiło, że czuła, jak stają się one coraz lżejsze. Po trzeciej wizycie oznajmiła, że już nie odczuwa tak wielkiego bólu przy chodzeniu jak wcześniej.

Kiedy powiedziałam, że chciałabym jej przypadek opisać w książce, bardzo się ucieszyła…./

/przykład wypartych urazów z dzieciństwa/

„ ….Innym przykładem tego typu terapii jest kobieta 46-letnia, która od 20 lat miała kłopoty z łuszczycą. Jej ciało, gdy zjawiła się u mnie, przypominało grubą, czerwoną skorupę. Dokuczały jej także nadwaga i nadwrażliwość. Kilka różnych prób działań psychologicznych nie przyniosło rezultatów, których oczekiwała. Była tylko trochę spokojniejsza i przestała obawiać się przyszłości.

Wówczas postanowiłam zastosować trening autogenny. Kiedy była bardzo zrelaksowana, zasugerowałem jej, by wyobraziła sobie rzekę i znalazła sposób na jej przebycie. Szukała różnych sposobów byle nie wejść do wody. Mówiła o mostku, tratwie. Było widoczne, że unika wejścia „w głąb siebie”. Po dłuższej chwili zdecydowała się jednak wejść pod wodę, oznajmiając przy tym, że jest w niej ciemno i zimno.

  • Spytaj wody, dlaczego jest tu ciemno? – poprosiłam.

  • Boję się – usłyszałam.

  • Kogo się boisz? – pytam dalej.

  • Złych ludzi – pada odpowiedź.

Wówczas zastosowałam pogłębienie stanu sugerując, że poddaje się wodnemu wirowi, który ją wciąga tak długo, aż znajdzie się w sytuacji, w której została skrzywdzona. Po chwili widzę, jak całe ciało zaczyna drżeć; kuli się w sobie, z oczu płyną łzy. Zaczęła krzyczeć. Kilkakrotnie powtarzała „to niemożliwe”.

  • Co się stało? – pytam.

  • Zostałam zgwałcona.

  • Ile masz lat?

  • Pięć – słyszę cichy, zniekształcony głos.

  • Co widzisz? Co czujesz?

  • Jest mi zimno, widzę cmentarz i …(pauza)… ach to on! Wujek! On mnie woła. Boję się!

  • Jestem przy tobie, jesteś bezpieczna! Na co masz ochotę?

  • Wykrzyczeć mu, że mnie skrzywdził.

  • Zrób to! – zachęcałam.

Potok słów, przekleństw, gniewu. A potem już o wiele spokojniejszym głosem wybaczyła mu i oznajmiła:

  • On znika. Zapada się do grobu. Już się nie boję.

Towarzyszyło temu wyraźnie widoczne odprężenie całego ciała.

Po zakończeniu transu kobieta była zszokowana tym, że tyle lat nosiła w sobie taki uraz i nie mogła zrozumieć, jak to było możliwe, aby bliski człowiek dopuścił się tak okropnego czynu.

Spotkanie nasze sprawiło, że jej nastrój zaczął się systematycznie poprawiać. Skóra przestała wyrzucać z siebie kolejne ogniska zapalne. Skorupa jednak zaczęła znikać na dobre dopiero po kolejnym seansie, w którym odreagowała następny gwałt, a miała wówczas 10 lat.

Częściowa amnezja tych tragicznych wydarzeń sprawiła, że mogła żyć bez poczucia wstydu, żalu, grzechu. Jednak tłumiona w nieświadomości agresja ujawniła się w postaci licznych lęków, otyłości, a także poważnej choroby skóry. Po 3 miesiącach działań z zamrożonymi blokami emocji, ciało kobiety traci na wadze, a po łuszczycy pozostały już tylko różowe plamy z tendencją do zanikania.

/przykład: woli chorować niż wziąć odpowiedzialność za swoje życie/

W moim gabinecie zjawiła się Agnieszka. Miała 25 lat, ale jej stany lękowe były tak silne, że od dwóch lat nie opuszczała domu bez opieki ojca. Jej ciało było w nieustannym drżeniu. Każda czynność, którą miała wykonać była dla niej olbrzymim wysiłkiem, odbijającym się grymasem na twarzy.

 Przy przywitaniu zorientowałam się, jak bardzo pocą się jej ręce. Stwierdziła, że ma nerwicę. Ale co ona oznacza? Na ogół, gdy nieznana jest przyczyna dolegliwości diagnozuje się nerwicę. W jej wypadku mówiło o tym kilku psychiatrów i bioenergoterapeutów., tylko co z tego wynika, skoro żaden z nich nie potrafił jej pomóc? Dotrzeć do przyczyny.

Już na pierwszym spotkaniu ustaliłam, że jest ona dużym dzieckiem. Jej rozum szuka wyjścia z pułapki, którą stworzyły przekonania i nie są zainteresowane powrotem do zdrowia, a jednocześnie na tyle zdominowały życie dziewczyny, że nie potrafiła się od nich sama uwolnić. Mieszka na wsi i jest uzależniona od rodziny , ale równocześnie to ona uzależniła ich od swojej choroby. Zdawała sobie sprawę, że śmierć rodziców jest nieunikniona.

Świadomość tego, zamiast pobudzać ją do działania, potęgowała lęk. Gdy się u mnie zjawiła, stwierdziła, że chyba nigdy nie wyzdrowieje

 i czekała na moją reakcję. Niezmiennie odpowiadałam, że wszystko zależy od niej.

Jeśli nie chcesz, nie zmieni się nic w twoim życiu, a dolegliwości, które cię dręczą, będą się tylko powiększać.

Pewnego razu, zapytałam – a co zrobisz, jak wyzdrowiejesz? Czy jesteś na to gotowa? W jej oczach pojawiło się przerażenie. Udawała, że nie rozumie pytania. Opowiedziałam o jej ojcu, który jest zdrowy, silny i wie, po co żyje. Jej odpowiedź – a właściwie krzyk – był bardzo charakterystyczny „Nie, nie chcę się zaharować na śmierć!”

Agnieszka wcale nie chciała wyzdrowieć, ponieważ wówczas musiałaby wziąć odpowiedzialność za swój los, zacząć pracować, a choroba stała się doskonałą ucieczką od przykrych – dla świadomości dziecka – obowiązków. Zwykle, po wizytach u mnie czuła się lepiej. Ale później, jak mówiła, przychodziło jej do głowy pytanie: „czy ty czasem nie za dobrze się czujesz? To dziwne!” Od tego momentu zaczynała się oczywiście czuć gorzej – tak wielka jest siła oddziaływania psychiki. Czujemy się tak, jak chcemy się czuć.

Często proszę moich pacjentów, aby malowali swój nastrój na papierze. Znam zasady art-terapii i potrafię na tej podstawie oceniać stan psychiczny i przyczyny ich dolegliwości. Zaleciłam malowanie także Agnieszce. Miała codziennie malować mandalę – koło wypełnione dowolnymi rysunkami, kolorami. 

Temat mandali: „Jak się czuję?” Zaczęłyśmy spotykać się regularnie co trzy-cztery tygodnie. Praca była bardzo żmudna i wystawiła na próbę moją fachowość.

Taki przypadek jak ten, gdy muszę uruchomić intuicję i całą posiadaną wiedzę, mieć dużo cierpliwości wynikającej z przeświadczenia, że potrafię jej pomóc, bardzo mnie rozwijają. W tym wypadku kluczem do sukcesu okazały się rysunki i upór. Na kolejnych sesjach widziałam jak Agnieszka się otwiera i wreszcie po kilku miesiącach zaczęła w pełni uczestniczyć w tym, co robiłyśmy. Wreszcie wypowiedziała tajemnicę, która wg niej jest przyczyną chorób. Zaczęłyśmy wspólnie wyznaczać dla niej ważne cele, a jednym z nich było kształcenie samodzielności.

Kiedy byłam w trakcie pisania tego rozdziału, Agnieszka określiła siebie jako osobę w 90% zdrową. Wyznaczyłam jej mój próg zdrowia. Osiągnie go i zostanie uznana przeze mnie za w pełni samodzielną, gdy sama, bez osoby towarzyszącej przyjedzie do mnie na wizytę ze swojej wioski odległej o 120 kilometrów.

Mandala – słowo pochodzące z Dalekiego Wschodu, oznaczające „koło”; a praca z nią, według ludów tam zamieszkujących, rozumiana jest jako „wypełnianie formy …”.

Malowanie, jest wspaniałą terapią, ponieważ dzięki niej uwalniane są emocje, następuje oczyszczenie na głębokich poziomach, sięga się zakamarków podświadomości, rozwija się świadomość, porządkuje przeszłość, a co najważniejsze, pacjent, wykonując zadania w domu, które mają go przywrócić do zdrowia, bierze na siebie odpowiedzialność za postępy w leczeniu, przestając obarczać nimi psychologa czy uzdrowiciela.

/przykład  - braku odczuwania  jedności/

 …Dzieliłam pożywienie na te dobre i niedobre. Od jakiegoś czasu już wiem, że to niewłaściwe zachowanie, które rodzi konsekwencje. Od kilku lat odczuwałam w okolicy przełyku- wpustu delikatny dyskomfort. Nasilał się, gdy jadłam coś, co uważałam za niezdrowe. Moje przekonanie kolejny raz upominało się o zmianę diety. Pewnego dnia, podczas długiej medytacji poczułam dokuczliwy ból we wspomnianym miejscu. Jak pracować z bólem wiem od lat. Połączyłam się mentalnie z bólem i nawiązałam dialog. Zobaczyłam rozdarty materiał, a każda jego strona odzwierciedlała podział na dobre i złe pożywienie. Zszyłam tkaninę białą nicią. Pozostał szew. Spytałam o radę. Otrzymałam odpowiedź, którą już znałam wcześniej.

Każde pożywienie po prostu jest! Wybór ma następować po zadaniu sobie pytania: czy mi to służy? Wszystko co biorę do ust mam błogosławić. Kilka razy zakodowałam sobie afirmację:

Wszystko co biorę do ust błogosławię Sile boskiej powierzam przetworzenie każdego pożywienia”.

Blizna po zabiegu mentalnym zniknęła, ból także. Minęło już sporo czasu, a ból nie wrócił. Uważam odtąd, by błogosławić każde pożywienie. Dziękuję także wszystkim istotom, głównie Bogu za to co przygotowali dla mnie….

/fragment : identyfikacja z ciałem/

Pewnego razu zjawiła się u mnie kobieta, na stałe mieszkająca w Szwecji, która od 10 lat poszukiwała przyczyn swego nowotworu piersi. Już po pierwszym spotkaniu poznałam powód jej problemów.

Zachęciłam ją do ponownego przyjścia, ponieważ jest bardzo ważne, aby pacjent sam odkrył przyczynę swego cierpienia – to pierwszy krok do uleczenia. W jej przypadku zastosowałam technikę dwóch krzeseł i rozmowę z częściami osobowości.

Na jednym krześle usiadła pacjentka, połączyła się z miejscem choroby, a następnie poprosiła, aby choroba – a raczej część jej osobowości, która spowodowała chorobę – usiadła naprzeciwko niej.

Siedząc obok podpowiadałam:

  • Przypatrz się tej części, co chcesz jej powiedzieć, o co zapytać.

  • Chcę ją kopnąć – odpowiedziała.

Dopiero, gdy powiedziałam, aby tę część zamieniła w małe dziecko,

 potrafiła przemawiać do niego inaczej, okazywać troskę i przekazać miłość, o którą jej podświadomość dopominała się od lat. Podczas kolejnego spotkania kobieta sama zrozumiała, że przyczyną jej choroby był tłumiony latami żal do ojca, a także ciągłe krytykowanie siebie, brak tolerancji dla własnych słabości i nieokazywanie miłości.

Do domu wracała jako zupełnie nowy, odrodzony i szybko zdrowiejący człowiek.

 

 

 

Przejdź na koniec strony, jeśli chcesz zostawić komentarz. Pingowanie jest wyłączone.

Zostaw odpowiedź

Musisz się zalogować aby móc komentować.